Moment, w którym się podporządkowujemy | Korporacja Perfect world - własna firma bhp bez zus z Suwałk

Moment, w którym się podporządkowujemy

Jeśli ktoś publicznie krytykuje szefa, dla kolegów może stać się bohaterem, ale z punktu widzenia kariery to działanie nieco samobójcze. W ADP firmie zajmującej się przetwarzaniem danych, kilka lat temu zatrudniono dziennikarza, który miał przygotowywać publiczne wystąpienia dla członków zarządu. Dyrektor do spraw promocji zwołał kiedyś zebranie swoich nieszczęsnych pracowników tylko po to, żeby przećwiczyć mowę. Pod koniec wystąpienia nieporadny mówca zrobił przerwę, rozejrzał się i zwrócił się do dziennikarza: „Jim, muszę ci to powiedzieć. Ta prezentacja to straszne gówno!”. Zapadła cisza. „Masz rację, Barry” – odpowiedział dziennikarz. (Niezły początek, sugerujący gotowość do zignorowania naturalnych emocji wywołanych obraźliwą uwagą i szukania praktycznego rozwiązania.) Jednak nie wytrzymał i dodał: „Tak napisałem, bo wiedziałem, że to ty masz ją wygłosić”. Znowu zapadła pełna przerażenia cisza. Po chwili Barry otworzył usta w wymuszonym uśmiechu, a wszyscy jego pracownicy posłusznie zrobili to samo. Jim zachował pracę, ale już nigdy nie przygotowywał wystąpień dla tego menedżera.

Jeżeli już nie możemy okazać szefowi szacunku czysto werbalnie, często czynimy to za pomocą odpowiedniej intonacji. Moment, w którym się podporządkowujemy – swoisty wstęp do kapitulacji w celu uniknięcia konfliktu -jest czasem niemal niezauważalny. Badacze z Kent State University od lat analizują bardzo niskie częstości głosu w trakcie rozmowy. Wyławiają głęboki szum, poniżej 500 Hz, stanowiący dźwiękowe tło, na które nakładają się wypowiadane słowa. We wszystkich rozmowach, które badali, takie niskie tony obu osób szybko się zbiegają. Następuje synchronizacja częstości, podobnie jak rytmu kroków w czasie wspólnego marszu. Jednak nie jest tak, że zbiegają się na jakiejś wartości średniej, ton nadaje (dosłownie – nie w przenośni) osobnik dominujący. W pewnym momencie rozmowy jedna osoba poddaje się i przełącza na „sygnał władzy” drugiej. To deklaracja szacunku i uległości, mająca zmniejszyć napięcie i ułatwić przejście do meritum.

Autorzy tych badań, dwaj naukowcy, Stanford Gregory . i Stephen Webster, przypuszczają, że szum stanowiący tło wypowiedzi ułatwia automatyczną i nieświadomą orientację w relacjach dominacji i podporządkowania. Gregory wspomina, jak kiedyś, podczas przyjęcia, rozmawiał ze swoim doktorantem. Na chwilę podszedł do nich dziekan. Gregory nieświadomie zmienił częstość głosu, żeby dostosować się do dziekana, który na jakimś podświadomym poziomie zapewne zarejestrował ten układ wyrażający uznanie jego miejsca w hierarchii. Kiedy dziekan odszedł, doktorant (dość nieroztropnie ale na pewno używając odpowiedniego tonu) zauważył „właśnie to zrobiłeś”.

Taki niewerbalny sposób komunikowania statusu, uważa Gregory, to ważne źródło wiedzy społecznej – gdy słyszymy, jak współpracownik rozmawia przez telefon, bez kłopotu możemy się domyślić, czy mówi z szefem, czy ze znajomym.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>