Lutz i jego technika | Korporacja Perfect world - własna firma bhp bez zus z Suwałk

Lutz i jego technika

Wiceprezes General Motors Robert Lutz opisuje technikę, jaką stosował w młodości podczas narad działu, gdy chciał rzucić wyzwanie osobom stojącym wyżej w hierarchii społecznej. Pewnego razu „wielki szef X” zwięźle określił jego propozycję jako „kretyński pomysł […] a wszyscy inni, kiwając pośpieszenie głowami, rzucali mi spojrzenia mówiące wyraźnie «jak możesz być taki głupi?»”. Wyrażając językiem ciała należyty szacunek, Lutz odpowiedział tonem rozważnym i rozsądnym: „Proszę mi wybaczyć. Wiemy, że pierwotnie zajął pan krytyczne stanowisko, ale uznaliśmy, że są pewne istotne fakty, o których pan nie został należycie poinformowany. Z tego powodu myślimy, że gdy przedstawimy wszystkie ważne okoliczności, zechce pan je wziąć pod uwagę”.

Lutz z satysfakcją wspomina „pełne zdumienia przerażenie na twarzach zgromadzonych aparatczyków. Jak ten nic nieznaczący facet mógł się ośmielić przekroczyć pięć poziomów hierarchii i rzucić wyzwanie bezpośrednio wielkiemu szefowi?”. Według Lutza „to nie jest trudne, jeśli ktoś jest wytrwały, w miarę uprzejmy, głęboko wierzy we własne racje, proponuje coś korzystnego dla firmy i ma pewność, że jego argumenty przekonają rozsądną osobę”. Choć po namyśle może lepiej darować sobie głęboką wiarę.

Lutz, który zatytułował swoje wspomnienia Guts (Bebechy,), wolał nie podkreślać – co zrozumiałe – wyrażającego szacunek wstępu: tego „Proszę mi wybaczyć..zaiste w stylu dickensowskiego Olivera, proszącego o dodatkową miskę kaszy.

Nie tylko warto stonować głęboką wiarę, ale również bezpieczniej jest podważać zdanie szefa lub krytykować go w cztery oczy, w jego gabinecie. Wypowiedź na forum publicznym może zostać uznana za próbę wzniecenia otwartej rebelii. Gdy ktoś przedstawia swoje racje bez świadków, jest to deklaracja równocześnie lojalności i niezależności. Leni Miller, dyrektorka EASearch, firmy z San Francisco zajmującej się szkoleniem asystentek dla menedżerów, znalazła niedawno dla jednej ze swych podopiecznych stanowisko u prezesa dużej firmy. „Pracowała tam od półtora tygodnia. Pewnego dnia ten facet zaczął się na nią wydzierać. Wstała, zaprowadziła go do gabinetu, posadziła i zamknęła drzwi. Gdy byli sami i nikt ich już nie mógł słyszeć, powiedziała spokojnym tonem: «Nigdy, ale to nigdy nie wolno się panu tak się do mnie odzywać, ponieważ w takim wypadku nie będziemy mogli razem pracować». Mówiła jednocześnie uprzejmie i tak, jakby przeżyła rozczarowanie. Dla tego prezesa to był prawdziwy szok, bo wcześniej nikt nie ośmielił się mu postawić. Od tej pory nie krzyknął na nią ani razu. Gdy tylko zaczyna, ona rzuca mu odpowiednie spojrzenie, a on natychmiast rozumie, o co chodzi. Ale asystentka może zrobić coś takiego tylko wtedy, kiedy jest rzeczywiście znakomita i wie, że bez niej szef nie da sobie rady.”

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>