Irytująca reguła w większości organizacji | Korporacja Perfect world - własna firma bhp bez zus z Suwałk

Irytująca reguła w większości organizacji

Gdy odzywa się ktoś ze szczytu łańcucha pokarmowego, inni często pośpiesznie powtarzają to samo, a grupa aktywnie dyskutuje na temat jego uwag. Pragnienie małpowania alfy jest bardzo silne. Robert Lutz opisuje, jak ów„wielki szef X”, do którego ośmielił się bezpośrednio zwrócić, przeczytał – choć z wyraźną niechęcią -jego memo z opisem „głupiego pomysłu”. Chyba coś tam jednak znalazł, bo oświadczył: „No, cóż, to stawia cały problem w zupełnie nowym świetle. Czy wy też tak sądzicie?”. Ci sami menedżerowie, którzy chwilę wcześniej obrzucali Lutza spojrzeniami mówiącymi „ale z ciebie idiota”, teraz „odpowiedzieli chórem entuzjastycznych potakiwań i energicznie kiwali głowami”.

To przypomina o irytującej regule obowiązującej w niemal wszystkich organizacjach: status mówiącego ma większe znaczenie niż to, co powiedział. Wszyscy zwracają uwagę, „kto został zaproszony do zabawy ze starszymi chłopcami”, powiedział były menedżer z Aetny, wielkiej firmy ubezpieczeniowej. „W slangu korporacyjnym, jeśli jesteś na «linii władzy», bierzesz udział w naradach za zamkniętymi drzwiami z prezesem i wiceprezesami. Jesteś wtedy «przy stole». No i oczywiście pilnujesz, żeby wszyscy o tym wiedzieli.”

Twoje opinie nagle nabierają znaczenia. Ty sam nabierasz znaczenia. „Kolejnym wskaźnikiem wysokiej pozycji jest to, że podczas narad grube ryby pytają cię o zdanie (nie zaś o fakty). Gdy dziękują ci za cenne uwagi, to tak, jakbyś dostał złoty medal. (Warto zauważyć, że «dziękuję» nie jest słowem często używanym podczas takich spotkań.) I przeciwnie, jeśli musisz prosić o głos i nikt nie okazuje ci wdzięczności za perły twej mądrości, twoja cena w oczach innych wyraźnie spada. Najwyraźniej nie wnosisz żadnej «wartości dodanej» do spotkania.”

Pragnienie bycia „przy stole” lub „na linii” często przejawia się jako usilne dążenie do fizycznej bliskości. W pewnej spółce, zdominowanej od ponad stu lat przez rodzinę założyciela, staż odbywał syn prezesa, Hovey, młodzieniec nie pozbawiony poczucia humoru. Szykowano go na kontynuatora dynastii. Pewnego dnia z grupą kolegów z pracy stał przed firmowym budynkiem. Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły i z firmy wybiegł ojciec, a tuż za nim pędził wiceprezes. „No, jeśli tata nagle się zatrzyma – powiedział chłopak głośno – ten facet wbije mu się w dupę.” Wszyscy pracownicy powtarzali tę rozczulającą uwagę. Zakłopotany wiceprezes starał się później zachowywać większy dystans, ale raczej nie cieszył się już dużym szacunkiem. Hovey natomiast wkrótce potem został członkiem kapeli rockowej Orange Spłat.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>